Geoblog.pl    ciesielka    Podróże    USA    W raju
Zwiń mapę
2026
29
sie

W raju

 
Bahamy
Bahamy, Exuma
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 9460 km
 
### Bahamy – wyspy jak z filmu

Wstajemy bardzo wcześnie.

Jeszcze przed świtem czeka na nas zamówiona wcześniej taksówka. Jedziemy na mniejsze lotnisko w Fort Lauderdale, skąd rozpoczynamy kolejną, zupełnie inną część naszej amerykańskiej przygody.

Tym razem nie czeka nas duży samolot pasażerski ani tłumy na lotnisku.

Wchodzimy do prywatnego terminalu, gdzie przy kawie i drobnych przekąskach czekamy na naszych pilotów. Po chwili pojawiają się oni i prowadzą nas do niewielkiego samolotu.

Cessna Caravan.

W porównaniu z wielkimi Boeingami, którymi przylecieliśmy do Stanów, wygląda niemal jak zabawka. Tym razem jednak to właśnie ona zabierze nas nad Bahamy.

### Nad turkusowym morzem

Wsiadamy, zapinamy pasy i po chwili jesteśmy w powietrzu.

To jeden z tych lotów, podczas których samo patrzenie przez okno jest atrakcją.

Lecimy stosunkowo nisko, dzięki czemu doskonale widzimy wyspy i otaczające je morze. A wody Bahamów trudno opisać jednym kolorem.

Jest błękitna, turkusowa, granatowa, niemal biała przy piaszczystych brzegach.

Pod nami przesuwają się kolejne wysepki – zielone plamy lądu otoczone jasnym piaskiem i niewiarygodnie przejrzystą wodą.

Bahamy to archipelag składający się z około 700 wysp i ponad 2 tysięcy niewielkich wysepek i skał. Tylko część z nich jest zamieszkana. Cały archipelag rozciąga się na ogromnym obszarze północnego Atlantyku, na południowy wschód od Florydy.

I właśnie dzięki temu z góry wygląda trochę jak rozsypane po oceanie kawałki lądu.

Lot dodatkowo umila nam bezpośredni kontakt z pilotami. W tak małym samolocie nie ma przecież oddzielnej kabiny, za którą można się schować. Rozmawiamy z nimi podczas lotu, pytamy o wyspy i obserwujemy przez przednią szybę kolejne fragmenty Bahamów. Jeden z pilotów, okazuje się, że zna nawet kilka polskich słów. Służył z polskimi pilotami w Afganistanie.

### San Andros – krótki przystanek

Pierwszym przystankiem jest niewielkie lotnisko San Andros.

Nie przyjeżdżamy tutaj na zwiedzanie.

To po prostu obowiązkowy przystanek związany z odprawą celną. Przy okazji nasi piloci zostawiają pocztę – trochę nietypowy obrazek jak na podróż, podczas której przywykliśmy raczej do wielkich lotnisk i ogromnych samolotów.

Po chwili wszystko jest załatwione.

Możemy lecieć dalej.

### Staniel Cay

Kolejny lot prowadzi nas do Staniel Cay.

To niewielka wyspa w Exumas – jednym z najbardziej malowniczych regionów Bahamów. Exumas to łańcuch około 365 wysp i wysepek ciągnących się przez setki kilometrów.

Staniel Cay jest jednym z ważniejszych punktów tego regionu i bazą dla turystów, którzy chcą odkrywać okoliczne wyspy.

Po wylądowaniu szybko przesiadamy się do małej łodzi.

I od tej chwili zaczyna się prawdziwa przygoda.

### Królestwo iguan

Pierwszym przystankiem jest niewielka wyspa znana jako Iguana Beach.

Na plaży spotykamy jej niezwykłych mieszkańców – iguany.

Bahamskie iguany skalne są jednym z symboli tego regionu, ale ich populacja jest zagrożona i dlatego zwierzęta są objęte ochroną. Na poszczególnych wyspach żyją lokalne populacje, które przez tysiące lat przystosowały się do trudnych warunków panujących na tych niewielkich skrawkach lądu.

Te nasze nie wyglądają jednak na szczególnie przejęte ochroną przyrody.

Spokojnie przechadzają się po plaży, podchodzą do turystów i najwyraźniej doskonale wiedzą, że są jedną z największych atrakcji wyspy.

Przez chwilę obserwujemy je z bliska, a potem korzystamy z okazji i wskakujemy do wody.

Ciepła, krystalicznie czysta woda i biały piasek sprawiają, że trudno uwierzyć, że jesteśmy zaledwie kilkadziesiąt minut lotu od Florydy.

### Świnie z Bahamów

Wracamy do łodzi i płyniemy dalej.

Kolejny cel jest jeszcze bardziej nietypowy.

Plaża ze świnkami.

To jedna z najbardziej znanych atrakcji Bahamów. Na jednej z wysp archipelagu żyje populacja dzikich świń, które stały się prawdziwymi celebrytkami internetu i jedną z wizytówek Exumas.

Kiedy dopływamy do plaży, szybko rozumiemy, dlaczego.

Świnie wychodzą na piasek, brodzą w wodzie i podpływają do łodzi.

Nasz przewodnik opowiada nam, że między innymi jego dziadek hoduje na jednej z wysp takie świnie. Z czasem zwierzęta stały się atrakcją dla turystów, a ich obecność zaczęła przyciągać ludzi z całego świata.

Patrzymy na to wszystko z lekkim niedowierzaniem.

Jeszcze kilka dni temu biegaliśmy po Central Parku, zwiedzaliśmy Kapitol i oglądaliśmy dzieła sztuki w nowojorskich muzeach.

A teraz stoimy na tropikalnej plaży i obserwujemy pływające w oceanie świnie.

Podróż potrafi zaskoczyć.

### Pływanie z rekinami

Kolejny przystanek to Compass Cay.

Tym razem atrakcja może na pierwszy rzut oka wyglądać znacznie mniej przyjemnie.

Rekiny.

Na szczęście są to rekiny pielęgniarskie, które znane są z bardzo spokojnego zachowania wobec ludzi.

Mimo wszystko pierwsze wejście do wody wymaga trochę odwagi.

Wokół nas pojawiają się duże, spokojnie poruszające się rekiny. Nie są zainteresowane nami – przepływają obok, pozwalają się obserwować, a niektóre można nawet dotknąć.

Rekiny pielęgniarskie mają charakterystyczną szeroką, spłaszczoną głowę i potężne szczęki. Większość dnia spędzają odpoczywając na dnie, a ich dieta składa się przede wszystkim z ryb, skorupiaków i innych zwierząt morskich.

Mają też jedną bardzo charakterystyczną cechę – potrafią zasysać pokarm z dna niczym odkurzacz.

W wodzie zachowujemy jednak zdrowy rozsądek.

To, że są uznawane za łagodne, nie oznacza, że są pluszowymi zabawkami.

Po pływaniu przychodzi czas na odpoczynek.

W lokalnej knajpce przy pomoście siadamy przy zimnym piwie Kalik – najbardziej znanej bahamskiej marce piwa. W upalny dzień smakuje wyjątkowo dobrze.

### Podwodne akwarium

Później płyniemy dalej.

Kolejnym przystankiem jest miejsce nazywane po prostu „Aquarium” – fragment rafy przy O'Brien's Cay.

To naturalne akwarium.

Woda jest tak przejrzysta, że bez większego wysiłku możemy oglądać podwodne życie. Kolorowe ryby przepływają tuż obok nas, a pod powierzchnią rozciąga się niewielka, ale niezwykle efektowna rafa.

Wskakujemy do wody z maskami i na chwilę przenosimy się do zupełnie innego świata.

Nad nami słońce, pod nami kolorowe ryby i rafowe skały.

### Bezludna wyspa

Kolejny przystanek wygląda jak scenografia filmu o rozbitkach.

Little Pipe Sand Bar.

To właściwie tylko kawałek piasku wystający z oceanu.

Żadnych budynków.

Żadnych sklepów.

Żadnych drzew.

Tylko biały piasek i błękitna woda.

Wysiadamy z łodzi i przez chwilę naprawdę możemy poczuć się jak rozbitkowie, którym udało się znaleźć idealną bezludną wyspę.

Pogoda nam sprzyja, ale na horyzoncie widać coś zupełnie innego.

Ogromne, szare chmury burzowe przesuwają się nad kolejnymi wyspami.

Wyglądają groźnie i co chwilę zastanawiamy się, czy burza nie zmieni naszych planów.

Na szczęście tym razem pozostaje tylko efektownym tłem do naszej wycieczki.

### Thunderball Grotto

Ostatnią atrakcją dnia jest miejsce, które wielu osobom wyda się znajome.

Thunderball Grotto.

To jaskinia na Staniel Cay, która została wykorzystana jako plener w filmie o Jamesie Bondzie „Thunderball” z 1965 roku.

I rzeczywiście – miejsce wygląda jak gotowa scenografia filmu szpiegowskiego.

Do środka wpływamy przez wąski przesmyk.

Po chwili znajdujemy się wewnątrz groty.

Nad nami skały, wokół nas ciemniejsze ściany jaskini, a pod nami niewiarygodnie niebieska woda. Przez otwory w sklepieniu wpadają promienie słońca, które przebijają powierzchnię i tworzą na wodzie świetlne refleksy.

Przez chwilę nikt chyba nawet się nie odzywa.

Po prostu patrzymy.

Trudno o lepsze zakończenie dnia.

Woda, światło, jaskinia i świadomość, że dokładnie w tym miejscu kręcono film o Jamesie Bondzie sprawiają, że znowu czujemy się jak uczestnicy jakiejś filmowej przygody.

Tyle że tym razem wszystko dzieje się naprawdę.

### Powrót przez burzę

Wracamy łodzią do Staniel Cay.

Po tylu godzinach na wodzie jesteśmy już zmęczeni, ale chyba nikt nie chce jeszcze kończyć tego dnia. Jemy lunch i powoli przygotowujemy się do powrotu.

Przed nami jeszcze lot do Fort Lauderdale.

Kiedy wsiadamy do Cessny, pogoda zaczyna się gwałtownie zmieniać.

Nad Bahamami przechodzą potężne opady deszczu i burze.

Tym razem z wysokości nie podziwiamy już tylko turkusowych lagun i białych plaż. Przez okno obserwujemy deszczowe chmury przesuwające się nad archipelagiem. Wycieraczki przedniej szyby nie nadążają usuwać wody.

Mimo trudniejszej pogody nasi piloci bezpiecznie prowadzą samolot z powrotem na Florydę.

Po kilku godzinach wracamy do Fort Lauderdale.

Za nami jeden z najbardziej niezwykłych dni całej podróży.

W ciągu zaledwie kilku godzin byliśmy na plaży z iguanami, pływaliśmy ze świniami i rekinami, oglądaliśmy rafę, staliśmy na bezludnej łasze piasku i wpływaliśmy do jaskini Jamesa Bonda.

A wszystko to pomiędzy setkami maleńkich wysp, nad wodą w kolorze, który wydaje się niemal nierealny.

Bahamy zdecydowanie nie zawiodły.

I chyba właśnie dlatego ten dzień zapamiętamy nie jako kolejną wycieczkę.

Raczej jako małą, tropikalną ekspedycję.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (39)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
ciesielka

KZPS C.
zwiedzili 43% świata (86 państw)
Zasoby: 1223 wpisy1223 1236 komentarzy1236 13687 zdjęć13687 18 plików multimedialnych18
 
Nasze podróżewięcej
18.08.2026 - 03.09.2026
 
 
18.06.2026 - 20.07.2026
 
 
05.02.2026 - 16.02.2026