Po dniu pełnym kaskad i kanionów dojeżdżamy późnym wieczorem do Graskop. Miasteczko wita nas niezwykłą, niemal tajemniczą aurą – ulice są całkowicie spowite w gęstej, mlecznej mgle.
Ta obfita wilgoć nie jest tu jednak dziełem przypadku. To właśnie dzięki tym stałym mgłom, nadciągającym od strony Oceanu Indyjskiego i zatrzymującym się na krawędzi Gór Smoczych, w tym regionie wyrósł tak gęsty, soczyście zielony las deszczowy. Mglista atmosfera ma swój niesamowity urok, ale na spektakularne widoki musieliśmy poczekać do świtu.
Kolejny dzień zaczynamy z wielkimi nadziejami. Naszym pierwszym celem jest legendarny punkt widokowy God’s Window (Okno Boga). Miejsce to zawdzięcza swoją dumną nazwę powalającej panoramie: przy dobrej widoczności, ze stojącego na krawędzi 700-metrowego klifu punktu, można ogarnąć wzrokiem bezkresny płaskowyż Lowveld, a przy idealnej pogodzie dostrzec nawet granicę z Mozambikiem!
Wstający poranek powoli rozprasza mgły, odsłaniając bujną, podzwrotnikową roślinność. Spacer ścieżką wiodącą przez wilgotny, gęsty las deszczowy, gdzie z liści kapie rosa, a zza korony drzew przeświecają pierwsze promienie słońca, to czysta magia. Człowiek naprawdę czuje, jakby spoglądał na świat przez afrykańskie „okno Boga”.
Zostawiając za sobą gęste lasy Graskop, robimy jeszcze jeden, ostatni widokowy przystanek na Trasie Panoramicznej – podjeżdżamy pod Wodospad Mac-Mac (Mac-Mac Falls).
To potężna, 65-metrowa kaskada, która spada w głąb zielonego wąwozu. Co ciekawe, pierwotnie był to jeden pojedynczy strumień, ale w czasach gorączki złota poszukiwacze kruszcu użyli dynamitu, aby uzyskać lepszy dostęp do złotonosnych żył. W efekcie eksplozji rzeka rozdzieliła się na dwie równoległe stróżki, tworząc charakterystyczny, bliźniaczy wodospad, który podziwiamy do dziś.
Po zobaczeniu Mac-Mac oficjalnie zamykamy górski i krajobrazowy rozdział naszej wyprawy. Zostawiamy za sobą majestatyczne Góry Smocze, gęste lasy i szum wodospadów.
Wskakujemy na główną trasę, a nasz Ranger obiera kierunek na zachód – prosto w stronę Johannesburga. Krajobraz za szybą zaczyna się powoli zmieniać z zielonych, górskich serpentyn w płaskie, otwarte przestrzenie. Nasza afrykańska pętla przez RPA, Lesotho i Eswatini nieuchronnie dobiega końca, ale głowy wciąż mamy pełne emocji z ostatnich tygodni!