Po spektakularnych formacjach skalnych przyszedł czas na idealne zwieńczenie dzisiejszego przejazdu Trasą Panoramiczną – potężne, afrykańskie wodospady. Na sam koniec dnia kierujemy się w okolice klimatycznego, małego miasteczka Blyde, by zobaczyć dwa najsłynniejsze z nich: Berlin Falls oraz Lisbon Falls.
Sama droga do wodospadów dostarczyła nam niezwykłych, niemal surrealistycznych wrażeń. Wzdłuż poboczy i na otaczających nas wzgórzach wszędzie unosiły się gęste, ciężkie chmury dymu z celowego wypalania traw.
Wracający motyw afrykańskiej zimy znów dał o sobie znać – kontrolowane pożary tworzą wzdłuż dróg pasy ochronne, ale jazda w gęstym dymie, przez który przebijało się czerwone, zniżające się ku horyzontowi słońce, nadawała całej trasie niesamowity, wręcz metafizyczny klimat.
Jako pierwszy na naszej drodze wyrasta Berlin Falls. Woda z rzeki Sabine spada tu z wysokości około 45 metrów przez wąską, skalną szczelinę, wpadając do głębokiego, turkusowego basenu otoczonego czerwonymi ścianami klifu. Widok jest niezwykle fotogeniczny, a szum spadającej wody słychać już z daleka.
Niedaleko dalej czekał na nas jednak prawdziwy król lokalnych kaskad – Lisbon Falls. To najwyższy wodospad w całej prowincji Mpumalanga, mierzący aż 95 metrów wysokości! Woda dzieli się tu na kilka potężnych strumieni, które z ogłuszającym hukiem rzucają się w przepaść. Stojąc na punkcie widokowym w promieniach zachodzącego słońca, przecinających unoszącą się wodną mgiełkę, po prostu milczeliśmy z zachwytu.
Nazwy obu wodospadów – Berlin i Lisbon (a także pobliski Mac-Mac) – to ciekawe dziedzictwo z czasów XIX-wiecznej gorączki złota. Górnicy i poszukiwacze przygód ściągający tu z całego świata nadawali odkrywanym miejscom nazwy swoich rodzinnych miast i krajów, za którymi tęsknili.
Gdy słońce ostatecznie schowało się za górzystym horyzontem, a dym z wypalanych traw zaczął powoli opadać na doliny, wróciliśmy do auta. Dzień pełen gigantycznych kanionów, skalnych kociołków i szumiących wodospadów dobiegł końca.