Przed nami absolutny klasyk, potężna legenda offroadu i jedno z najniezwyklejszych przejść granicznych na świecie – Sani Pass.
Sama konstrukcja tej granicy pomiędzy Lesotho a RPA to fantastyczna osobliwość. Posterunek lesothański znajduje się wysoko na krawędzi olbrzymiej krawędzi Gór Smoczych, natomiast posterunek południowoafrykański leży znacznie, znacznie niżej, u ich podnóża. Pomiędzy nimi ciągnie się kilometrowy pas ziemi, na którym rządzi surowy szuter, stromizny i przepaście.
Zanim jednak zaczęliśmy spektakularny zjazd na dół, musieliśmy odwiedzić jedno kultowe miejsce – Sani Mountain Lodge, czyli najwyżej położony bar w Afryce (2874 m n.p.m.)! Plan był prosty: strzelić pożegnalne, ostatnie piwko w Lesotho, zjeść obiad i nacieszyć oczy spektakularną panoramą.
Na miejscu czekało nas jednak lekkie zaskoczenie. Okazało się, że od niedawna do baru można wejść wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji miejsca online. Ma to związek z powagą jego lokalizacji – formalnie bar znajduje się już za pierwszą granicą, w strefie "ziemi niczyjej".
Sama odprawa na granicy Lesotho i ponowne przekroczenie progu RPA poszły idealnie i z cudownym, afrykańskim luzem. Ale procedury weryfikacyjne i rezerwacyjne do samego pubu? Trwały dłużej niż formalności na obu granicach razem wzięte! Na szczęście dopisało nam farta – rzutem na taśmę zgarnęliśmy ostatnie wolne miejsca online.
Opłacało się! Zjedliśmy świetny lunch, wznieśliśmy toast zimnym piwem i napawaliśmy się absolutnie oszałamiającym widokiem na dolinę, z której psuł się widok na naszą dalszą trasę.
Po szybkich zakupach pamiątkowych w sklepie przy barze, wsiadamy do Rangera i zaczynamy to, po co tu przyjechaliśmy: zjazd Sani Pass.
Przed nami długa, niesamowicie kręta i skrajnie wyboista szutrowa droga, wijąca się zakosami po niemal pionowych ścianach wąwozu. Trasa jest tak wąska, że mijanie się z nadjeżdżającymi z przeciwka samochodami wymaga sporej precyzji, cierpliwości i wyczucia gabarytów auta. Każdy zakręt funduje zastrzyk adrenaliny, ale widoki wokół po prostu zwalają z nóg – pusta, surowa przestrzeń, gigantyczne ściany skalne i wijąca się w dole wstęga drogi.
Nasz Ford po raz kolejny pokazuje, do czego został stworzony. Zawieszenie wybiera nierówności, napęd pewnie trzyma nas na luźnych kamieniach, a my z bananem na twarzy pokonujemy kolejne setki metrów w dół, zmierzając do dolnego posterunku granicznego RPA.
Lesotho żegna nas w najlepszym możliwym stylu. Czas wrócić na południowoafrykańskie drogi!