Najlepsze przygody to te nieplanowane. Kręcąc się w okolicach północnego wybrzeża, trafiliśmy niemal przypadkiem do Laguny Dudú. To, co z daleka wyglądało na spokojny park, okazało się naturalnym placem zabaw dla dorosłych, gdzie główną rolę gra grawitacja i krystalicznie czysta woda.
Zapomnijcie o profesjonalnych uprzężach i kaskach z Damajagua. Tutaj zabawa jest prosta, surowa i... przerażająco ekscytująca.
Zasada jest krótka: Chwytasz za drążek tyrolki, wyjeżdżasz nad sam środek głębokiego oczka wodnego i w odpowiednim momencie musisz zrobić tylko jedno – puścić się.
Te kilka sekund swobodnego spadania do głębokiej na kilkanaście metrów, błękitnej otchłani to czysty zastrzyk adrenaliny. Moment uderzenia w chłodną wodę, gdy wokół odbijają się ściany wapiennych skał, jest nie do podrobienia!
Cenote w dominikańskim wydaniu. Dudú to tak naprawdę kompleks dwóch jezior połączonych podziemnymi tunelami. To raj dla nurków jaskiniowych, ale dla nas był to przede wszystkim genialny przystanek na ochłodę.
Turkus jest tu tak intensywny, że wygląda na nienaturalny.
Wysokie, pionowe ściany porośnięte paprociami i lianami sprawiają, że czujesz się jak w ukrytym świecie z filmu „Avatar”.
Laguna Dudú ma w sobie coś z lokalnego sekretu. Nie ma tu wielkich autokarów z turystami, jest za to autentyczny fun i dreszczyk emocji przy każdym kolejnym skoku. To był ten moment, w którym nasze auto po raz kolejny udowodniło swoją wartość – bez własnych czterech kółek nigdy byśmy tu nie trafili.