### Everglades – ostatnie spotkanie z dziką Florydą
Ostatni dzień naszej amerykańskiej przygody postanawiamy spędzić trochę inaczej.
Zamiast kolejnych plaż, wieżowców i miejskich atrakcji ruszamy tam, gdzie króluje zupełnie inna Floryda.
Everglades National Park.
To jeden z najbardziej niezwykłych obszarów przyrodniczych w Stanach Zjednoczonych. Park chroni ogromne tereny podmokłe na południowym krańcu Florydy – rozległe sawanny trawiaste, mokradła, namorzyny i lasy. Woda przepływa tutaj niezwykle wolno, niemal niezauważalnie, tworząc gigantyczną, płytką rzekę rozlewającą się na setki kilometrów.
Everglades jest jedynym miejscem na świecie, gdzie naturalnie występują obok siebie aligatory amerykańskie i krokodyle amerykańskie.
To właśnie tutaj chcemy zobaczyć je z bliska.
### Na tropie aligatorów
Po przyjeździe do parku przesiadamy się na płaskodenną łódź z potężnym śmigłem umieszczonym z tyłu.
Airboat.
Maszyna wygląda trochę jak skrzyżowanie łodzi z pojazdem z filmu science fiction. Ogromne śmigło rozpędza nas po płytkiej wodzie i wkrótce znikamy wśród wysokich traw.
To właśnie dzięki płaskiemu dnu airboaty mogą poruszać się po wodzie, która miejscami ma zaledwie kilkadziesiąt centymetrów głębokości. Tradycyjna łódź szybko utknęłaby w roślinności.
Nasz przewodnik zaczyna opowiadać o Everglades.
Dowiadujemy się, że nie jest to po prostu wielkie bagno. To niezwykle skomplikowany ekosystem, którego istnienie zależy od przepływu słodkiej wody z południowej Florydy. Każda zmiana poziomu wody może wpływać na rośliny i zwierzęta żyjące na ogromnym obszarze parku.
Rozglądamy się uważnie.
Każdy kawałek ciemniejszej wody, każda wystająca z niej gałąź i każda nieruchoma kępa trawy przez chwilę wydaje się być aligatorem.
W końcu pojawia się!
Niestety nasz główny bohater najwyraźniej nie ma ochoty na spotkanie z turystami.
Jeden aligator.
I to w dodatku daleko od nas.
Patrzymy, próbujemy zrobić zdjęcia i zastanawiamy się, czy naprawdę właśnie po to tutaj przyjechaliśmy.
Aligatory zdecydowanie nie są dziś dla nas łaskawe.
Za to ptaki – wręcz przeciwnie.
Tych jest całe mnóstwo.
Widzimy czaple, kormorany, ibisy i inne ptaki wodne. Everglades jest jednym z najważniejszych miejsc dla ptaków na Florydzie, a jego mokradła są szczególnie istotne dla gatunków związanych z wodą.
I chyba właśnie wtedy zaczynamy rozumieć, że Everglades nie jest parkiem, do którego przyjeżdża się wyłącznie po to, żeby zobaczyć aligatora.
To cały żyjący organizm.
Woda, trawy, namorzyny, ryby, ptaki, gady i setki innych gatunków są tutaj ze sobą połączone.
Park zajmuje ponad 1,5 miliona akrów, czyli około 6000 kilometrów kwadratowych. Jest największym obszarem dzikiej przyrody subtropikalnej w Stanach Zjednoczonych i jednym z najważniejszych terenów podmokłych Ameryki Północnej.
W 1979 roku Everglades wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Po kilku godzinach wracamy na brzeg.
Aligatorów nie udało się zobaczyć z bliska, ale za to dowiedzieliśmy się o tym niezwykłym miejscu znacznie więcej, niż spodziewaliśmy się przed wyjazdem.
### Aligatory z bliska
Nie zamierzamy jednak tak łatwo się poddać.
Skoro dzikie aligatory nie chciały się nam pokazać, jedziemy do miejsca, w którym można zobaczyć je z bliska.
Tym razem nie musimy wypatrywać ich między trzcinami.
Są tutaj.
Duże, ciężkie, nieruchome gady leżące na brzegu i wygrzewające się w słońcu. Obok dorosłych możemy zobaczyć również młode osobniki.
Z bliska aligator robi zupełnie inne wrażenie niż ten niewielki kształt zauważony wcześniej z pokładu łodzi.
Ogromne szczęki, zęby, łuskowata skóra i oczy, które sprawiają wrażenie, jakby obserwowały każdy nasz ruch.
Dowiadujemy się przy okazji wielu ciekawostek o tych zwierzętach. Aligatory są świetnie przystosowane do życia w wodzie, potrafią długo pozostawać bez jedzenia, a ich potężne ogony służą zarówno do pływania, jak i do szybkiego poruszania się.
Młode są niewielkie i wyglądają niemal niepozornie w porównaniu z dorosłymi osobnikami. Mają jednak instynkt, który od pierwszych dni życia pozwala im radzić sobie w jednym z najbardziej wymagających środowisk Ameryki Północnej.
To trochę nietypowa lekcja biologii, ale zdecydowanie jedna z ciekawszych podczas całej podróży.
### Ostatni wieczór
Po wizycie w Everglades wracamy do Miami.
Tym razem miasto oglądamy już trochę inaczej.
Wiemy, że to ostatni dzień.
Robimy ostatnie spacery, jeszcze raz patrzymy na Ocean Drive, mijamy palmy, plażę i charakterystyczne budynki South Beach.
Nie ma już pośpiechu.
Nie szukamy kolejnej atrakcji. Nie sprawdzamy, co jeszcze koniecznie trzeba zobaczyć.
Po prostu cieszymy się ostatnimi godzinami w miejscu, które przez kilka dni było naszym domem.
Wieczorem wracamy do hotelu i zaczynamy pakowanie.
Walizki powoli wypełniają się pamiątkami, ubraniami i wszystkim tym, co przez ostatnie tygodnie woziliśmy ze sobą po Stanach.
Przed nami ostatnia noc.
Jutro kończy się nasza amerykańska przygoda.
Za nami Nowy Jork, Waszyngton, Miami, Bahamy, Key West i Everglades.
Przejechaliśmy i przelecieliśmy tysiące kilometrów, zobaczyliśmy miejsca znane wcześniej tylko z filmów i zdjęć, pływaliśmy z rekinami, spotkaliśmy świnie na rajskiej plaży, szukaliśmy aligatorów, staliśmy pod Statuą Wolności i patrzyliśmy na Manhattan z wysokości.
Jutro zostanie już tylko droga na lotnisko.
I powrót do domu.