Nasza wielka, afrykańska epopeja dochodzi do ostatecznego finału. Z Pretorii wjeżdżamy prosto w potężne, tętniące życiem serce Johannesburga. Zanim jednak skierujemy się na lotnisko, musimy odwiedzić jedno z najważniejszych miejsc w całej historii współczesnej Afryki – słynne Soweto (South Western Townships).
Naszym głównym celem jest Vilakazi Street. To absolutnie unikalne miejsce w skali globu – jedyna ulica na świecie, przy której mieszkali dwaj laureaci Pokojowej Nagrody Nobla!
Podjeżdżamy bezpośrednio pod dom Nelsona Mandeli (Mandela House), w którym ten legendarny przywódca walki z apartheidem i pierwszy czarnoskóry prezydent RPA mieszkał od 1946 roku. Dziś mieści się tu niewielkie, ale niezwykle poruszające muzeum. Słuchamy przejmujących historii o jego życiu, walce, więzieniu na Robben Island i trudnej drodze do wolności całego narodu. Ściany wciąż noszą ślady po kulach i pożarach z tamtych burzliwych lat – historia jest tu na wyciągnięcie ręki.
Tuż obok, na tej samej ulicy, stoi dom drugiego wybitnego Noblisty – archidiecezjalnego biskupa Desmonda Tutu, kluczowej postaci w ruchu na rzecz praw człowieka. Choć jego posiadłość nie jest udostępniona do zwiedzania i można ją podziwiać jedynie zza ogrodzenia, samo przebywanie w miejscu o tak ogromnym nagromadzeniu historycznej energii robi olbrzymie wrażenie.
Gdy my chłonęliśmy historię na Vilakazi Street, nasz wierny Ford Ranger przechodził swoją własną transformację. Miejscowi chłopcy za symboliczną opłatą zorganizowali nam na miejscu improwizowaną myjnię. W parę minut zmyli z karoserii i kół grube warstwy czerwonego pyłu, błota i kurzu, które zbieraliśmy przez ostatnie tygodnie w parkach narodowych RPA, górzystym Lesotho i Eswatini. Auto znowu lśniło, gotowe do zwrotu!
Robimy jeszcze krótki objazd po najciekawszych zakątkach Johannesburga z okien auta, po czym meldujemy się na lotnisku O.R. Tambo. Sprawnie oddajemy samochód, wydajemy w strefie wolnocłowej ostatnie połuandniowoafrykańskie randy na pamiątki i lokalne przysmaki, i z ciężkimi sercami przechodzimy przez bramki do samolotu.