Boca Chica to miejsce, które wzbudza skrajne emocje – od uwielbienia po lekkie oszołomienie. To najbliższa plaża stolicy (Santo Domingo), co sprawia, że w weekendy zamienia się w jedną wielką, głośną i niesamowicie kolorową imprezę pod gołym niebem.
Jeśli szukacie ciszy i samotności, w Boca Chica ich nie znajdziecie. Ale jeśli chcecie zobaczyć, jak bawią się Dominikańczycy, trafiliście w dziesiątkę! To miejsce to fascynujący miks turystycznego kurortu i ulubionego kąpieliska mieszkańców stolicy.
Boca Chica słynie z niezwykłego ukształtowania terenu. Szeroka zatoka jest chroniona przez wielką rafę koralową, która działa jak naturalny falochron. Efekt? Woda jest tu spokojna jak w basenie, krystalicznie czysta i tak płytka, że można odejść kilkaset metrów od brzegu, a woda wciąż sięga zaledwie do pasa. Nic dziwnego, że nazywają ją „największą wanną świata”.
To tutaj poczuliśmy prawdziwy chaos w najlepszym wydaniu:
Nie możecie wyjechać stąd bez spróbowania Pescado Frito. Ryba ląduje na talerzu prosto z gorącego oleju, podawana z chrupiącymi plackami z bananów. Smakuje najlepiej jedzona palcami na plastikowym krześle z widokiem na błękit.
Z każdego baru, restauracji i przenośnego głośnika płynie inna muzyka. To kakofonia dźwięków, która jakimś cudem układa się w idealną ścieżkę dźwiękową do popołudniowego drinka.
Sprzedawcy wszystkiego – od okularów przeciwsłonecznych po świeże ostrygi – krążą między leżakami, tworząc niekończący się spektakl negocjacji i uśmiechów.
Gdy słońce zachodzi, Boca Chica zmienia twarz. Restauracje na palach wbitych w dno zatoki zapalają światła, a atmosfera staje się nieco bardziej romantyczna (choć głośna muzyka rzadko cichnie). To idealny moment na spacer wzdłuż brzegu, gdzie zapach morza miesza się z zapachem lokalnych przypraw.
Boca Chica to nie jest sterylny kurort z katalogu. To miejsce głośne, ciasne, ale niesamowicie autentyczne i pełne życia. To tutaj poczujecie, że Dominikana to przede wszystkim ludzie i ich niespożyta energia.
Nam to miejsce nie szczególnie przypadło do gustu. Za tłoczno i za głośno. Na dodatek sprytnie nas oszukano. Zwabiono nas do baru darmowym parkingiem w zamian za zamówienie drinka. Skusiliśmy się na cztery Pinakolady za które policzono nam jak za wystawny obiad.